Im jestem starsza, tym coraz mniej cieszą mnie święta. Najbardziej denerwuje mnie fakt, że w tej całej otoczce zapomina się o głównej przyczynie świętowania. Ludzie celebrują narodzenie kogoś, w czyje istnienie nawet nie wierzą. To wszystko jest dla mnie takie sztuczne. Mimo wszystko w tym roku postarałam się na chwilę porzucić te zgorzkniale myśli i dałam się nieco wprowadzić w "radosny" klimat świąt. Przede wszystkim złamałam powszechną zasadę mojego niemieszania się w sprawy kulinarne. Najpierw upiekłam z siostrą pierniczki:
Potem, żeby nie zmarnował się przepis na super rogaliki, postanowiłam je upiec...
...i o dziwo, udało mi się przy tym nie spalić kuchni!
Poza tym stworzyłam sobie w pokoju przyjemny klimacik, świeczki, lampki i te sprawy.
I nie dorzucę na koniec jakiejś świątecznej, amerykańskiej piosenki, bo ich wręcz nienawidzę (poza jedną, którą darzę sentymentem). Polecam za to śpiewanie naszych pięknych kolęd przy wigilijnym/świątecznym stole. Pozdrawiam i miłych świąt życzę ;)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz